Recenzja: Służby Specjalne
Paź12

Recenzja: Służby Specjalne

Cóż mogę powiedzieć o „Służbach Specjalnych”? W jakimś sensie ten film boli. Nie bardzo, nie dotkliwie, ale boli. Bólem zmarnowanego potencjału, gdy wyszło tylko coś ok, a mogło wyjść coś absolutnie genialnego… No ale do rzeczy. Uwaga, BĘDĄ SPOJLERY, po prostu trudno ten film recenzować bez spojlerów. Polska, pierwsza dekada XXI wieku. Po likwidacji WSI przez rząd PiS, trójka byłych agentów zostaje zrekrutowana do nowej, ultratajnej jednostki mającej służyć w jej zastępstwie. Są to była agentka ABW (Bołądź), były pułkownik SB (Chabior) oraz były agent WSI odpowiedzialny za siatkę szpiegowską misji w Afganistanie (Zieliński). Film przeplata ich osobiste wyzwania z misjami, które wykonują dla jednostki, misjami łączącymi wiele sytuacji wziętych z współczesnej historii Polski (m.in. śmierć Barbary Blidy czy samobójstwo Andrzeja Leppera). Zacznijmy od tego, co dobrego w filmie: 1. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że twórcy poświęcili ogromny kawał roboty na wywiad środowiskowy, poznanie slangu i strategii agentów wywiadu, pomyśleli też o wykorzystaniu tej wiedzy w filmie. 2. Aktorstwo trójki głównych bohaterów jest WYŚMIENITE. Szczególnie wyróżniają się tu Olga Bołądź oraz Janusz Chabior, są też dwie dobre role drugoplanowe. Inne niestety są tragiczne, ale dla głównych bohaterów warto obejrzeć. 3. Fabularnie przez większość filmu jest całkiem ciekawie. Wprawdzie potem… no, o tym za chwile. Dlaczego więc piszę o zmarnowanym potencjale? Cóż, ten film jest tak nasycony absolutnie niezrozumiałymi dla mnie decyzjami reżyserskimi, że nie mam pojęcia od czego zacząć… Więc zacznę od drobiazgu wprawdzie, ale chyba najbardziej mnie wkurzającego… a) Kamila Baar jako żona żołnierza granego przez Zielińskiego. Normalnie ponoć całkiem dobra aktorka. W zamierzeniu twórców zimna korposuka, która miała „topnieć” równolegle do „zamarzania” męża. Tylko na litość mroku, kto, kto, krew i krwawe przeklęte popioły kto pisał jej dialogi? Przecież to co wyszło nie nadawałoby się nawet do komedii i to komedii na poziomie Kac Wawa, ktoś trzepnąłby scenarzystę w głowę i powiedział „co za dużo, to nie zdrowo… a tu właśnie pacjenta zabiłeś”. Bohaterka Kamili jest zimną korposuką. Żeby to pokazać, twórcy sięgnęli po klisze w stylu „wywala przez skype wieloletnią pracowniczkę, bo ta musiała się opiekować starą matką”, czy „idzie do ojca, ginekologa, by wyjął jej spiralę i przy tym luźno sobie z nim gada”. Ok, spoko, klisza nie musi być czymś złym, chodziło o szybkie ucharakteryzowanie postaci. Ta druga scena to dla mnie już lekko karykatura, ale co tam, niech będzie. Tyle tylko, że ilekroć ten twór (bo postacią tego niestety nazwać nie można) otwiera usta, wylewa się z nich coś, co nie przeszłoby w najgorszej parodii korporacji. Taka ilość korporacyjnych neologizmów, jaką Kamila musi recytować w każdej pojedynczej scenie, wystarczyłaby do obdzielenia całego działu dużej korporacji. Na rok. Serio, rozumiem metody artystyczne. Rozumiem, że...

Read More
Recenzja: Up in the Air
Wrz05

Recenzja: Up in the Air

Lubie filmy, które nie traktują widzów jako idiotów. Które, nawet jeśli mają jakiś morał, to nie wpychają go nam do gardła na siłę, ani nie każą nam akceptować czarno-białego świata. Które pokazują, że dobre decyzje wciąż mogą mieć złe konsekwencje. Up in the air jest właśnie takim filmem. George Clooney jako spec od outsourcingu i mówca motywacyjny w jednym gra swoją rolę z ogromnym urokiem, pozostali aktorzy również nie zawodzą. Wspaniale pokazane są też ciemne i jasne strony tej pracy, a Clooney zaskakuje świetnym połączeniem cynizmu oraz prawdziwego idealizmu w związku z pracą, którą wykonuje. A do tego, jest tam jeszcze jeden rozwojowy smaczek – piękna demonstracja tego, jak prywatna ideologia i uprzedzenia danego mówcy stanowią podstawę wielu systemów „rozwojowych”. Oraz jak chętnie ludzie łapią się na tego rodzaju filozofie. Ocena: 5/5,  zdecydowanie...

Read More