Chłopczyk w sukience, czyli nieco o Gender

W końcu, mimo mocnego oporu, przez sejm przeszła Konwencja o Przeciwdziałaniu Przemocy w Rodzinie. Opór przeciwko konwencji opierał się, w dużej mierze, na zarzutach o promowaniu „ideologii gender”, która dla typowego jej przeciwnika równa się obrazom przebierania chłopczyków w przedszkolu w sukienki. Różowe.

Co jest oczywiście i bezdyskusyjnie ogromną zbrodnią przeciwko wielowiekowej tradycji. Od dawien dawna bowiem mali chłopcy nosili spodnie (zwykle niebieskie), a małe dziewczynki sukienki. Białe albo różowe. To oczywiste i tak było zawsze!

No… pod warunkiem, że przez „zawsze” rozumiemy „od połowy XX wieku”, to owszem.

roosevelt

Słodka dziewczynka, prawda? Ta sukienka, te włoski. Jak dorośnie, na pewno będzie śliczną młodą dam…

FDR_in_1933

AAAAA!!!

Skąd tu ten facet? Zmieniła płeć, zaraza jedna, szatańskie genderowe transseksualne nasienie!

Co? Nie było żadnej zmiany płci? Ten facet zawsze tam był?

Dokładnie.

Ta „dziewczynka” to młody Franklin Delano Roosevelt, przyszły prezydent USA. Za jego czasów małe dzieci obydwu płci ubierano w ubrania unisex, sukienki. Zwykle białe, bo najłatwiej było prać.

Nie wierzysz? Tutaj Ernest Hemmingway na spacerze z siostrą. Które jest które?

hemmingway

Idea ubrań pozwalających rozróżnić dzieci na pierwszy rzut oka jest w rzeczywistości bardzo świeża i w dużej mierze była zagrywką marketingową. Pomyśl – jeśli ubrania są unisex, to z dużym prawdopodobieństwem stare ubranko córeczki możesz użyć na synka gdy się narodzi i vice versa. Ale jeśli ubrania są przypisane do płci, to musisz już kupić oddzielne! Podwójny zysk!


Jeszcze ciekawiej było z kolorami. Gdy już bowiem zaczęto rezygnować z bieli na rzecz popularnych do dziś pasteli, wcale nie było jasne jaki kolor pasuje dla którego dziecka. W 1918 katalogi reklamowe sugerowały np. że różowy, jako kolor bardziej dynamiczny i silny pasuje dla młodych chłopców, a niebieski, jako kolor zwiewny i delikatny, jest idealny dla młodych dziewczynek! Inne katalogi dopasowywały kolor ubranek do koloru włosów lub oczu. Dopiero pod koniec lat 40-tych XX wieku, po II wojnie światowej, producenci podjęli decyzję za społeczeństwo i zdecydowali, że „niebieski dla chłopczyków, różowy dla dziewczynek”. I tak to się już utarło i stało się tak oczywiste, że dziś wydaje nam się nie do pomyślenia, że kiedykolwiek mogło być inaczej.


Podobnie zresztą z zabawkami. Sto lat temu generalnie większość dzieci miało szczęście jeśli miało JAKĄŚ zabawkę i takie rzeczy jak „zabawki dla dziewczyn” czy „zabawki dla chłopców” były skrajną fanaberią. Zarówno chłopcy jak i dziewczynki bawili się lalkami, itp. Dopiero wzrost majętności i wolnych środków finansowych doprowadził do powstania oddzielnych nurtów rynkowych i specjalizacji w zabawkach dla dziewczynek i chłopców.


Innymi słowy – nasze obecne stereotypy i wyobrażenia n.t. tego jak powinno się ubierać i czym powinny się bawić małe dzieci nie mają absolutnie nic wspólnego z „wieloletnią tradycją”, „tradycją chrześcijańską”, ani żadnym innym hasłem, które jest rzucane w sprzeciwie wobec (wypaczonej reprezentacji) gender studies. Nasze obecne stereotypy i wyobrażenia to nic innego jak bezmyślne tkwienie przy normach, które znamy z własnego dzieciństwa, a które są owocem działań marketingowych o historii krótszej niż 100 lat 😉 Chrześcijańską tradycją, jeśli już, było właśnie ubieranie chłopców i dziewczynek w sukienki 😛

 

P.S. Bardzo celowo nie chciałem w tym artykule wyjaśniać czemu takie a nie inne reprezentacje gender studies to skrajny idiotyzm i demonizacja nieznanego. Było to maglowane milion razy i trafia w mur. Pomyślałem więc, że warto spróbować od innej strony i po prostu pokazać, że nasze „wielowiekowe tradycje” to w rzeczywistości „półwiekowy marketing”. Może w ten sposób dotrze 😉

Author: admin

Share This Post On
  • agnieszka33

    Ale ideologiczny gniot napisałeś :/ Co ma noszenie sukienek do postulatów, że płec jest zjawiskiem rozmytym? To, że Szkoci noszą sukienki nie oznacza wcale, że hołdują wartościom unisexu – jest wrecz przeciwnie.
    W Afryce czarni się kolczykują i dla ciebie to powód, że unisex w kulturze jest czymś powszechnym, bo w naszych czasach zwykły sie kolczykować kobiety? Jeśli tak uwazasz to gratuluje dobrego smaopoczucia, bo akurat plemiona afrykańskie w znacznej wiekszości hołdują radykalnym podziałom na role meskie i żeńskie, tak więc luźne przenoszenie kontekstów kulturowych z naukową analizą nie nic wspólnego.

    • Agnieszka, o rozmytości płci, jak już pisałem, szły całe elaboraty i mimo solidnego uzasadnienia naukowego były radośnie ignorowane 🙂 Ten tekst ma więc na celu wskazanie innej perspektywy, nieco bardziej przystępnej dla typowego zjadacza chleba: „odwieczne tradycje, którym hołdujesz tak naprawdę są produktem ostatnich kilkudziesięciu lat i marketingu. sucker 😉 „

      • agnieszka33

        No jasne, bo patriarchat w kulturze to było zjawisko marginalne a gender i równouprawnienie płci to ideologie, które w kulturze istniały od wieków? :/ Oczywiście to zwykły przypadek że w zupełnie odmiennych cywilizacjach zachodziły podobne patriarchalne prawidłowości i scisły podział na role żenskie i meskie a o gender ani widu ani słychu.
        Jeśli dla kogos pierdniecie koncowki XX wieku i początek XXI wieku ma jakies wyjątkowe znaczenie, aby hołdować ideologii gender to cóz ja biedna mogę jeszcze napisać. :/

        • Twoja teza, wiec Ty musisz przedstawić dowody, że „zachodziły podobne prawidłowości” i że to wzorzec liniowy (oraz nie narzucony kulturowo np. w toku podbojów). 🙂 Do dzieła, liczę na solidne źródła 🙂

    • Pan Jan

      Szkoci nie noszą sukienek, co najwyżej spódnice, jeśli tak nazwać kilt. Sądziłem zawsze, że tylko faceci nie rozróżniają sukienek i spódnic, więc albo się myliłem, albo agnieszka33 jest Agnieszką jedynie w necie, a w realu jest barczystym Arkiem.

      • Nie leciałbym stereotypami, niektórzy faceci będą pewnie wymiataczami w temacie, a niektóre kobiety nie rozróżnią. Bardziej kwestia (braku) źródeł rozmówczyni.

  • Krzysiek

    Dla mnie ,,ideologia gender” to tak naprawdę nauka równości płci przez przebieranki(co nie jest według mnie najskuteczniejsze), które wywołały alergie kulturową. Mnie w tej całej sytuacji przeraża to, że ludzie potrafią uwierzyć w jakąś kompletnie idiotyczną idee, tylko dlatego że podaje ją Kościół, czy inny prawicowy guru np. Mariusz Max Kolonko i jego przepowiednia z tym że islam nas zaleje

  • Cezary Bachley

    Gender to jedno, kolejną sprawą jest „kobieta” z brodą wygrywająca konkurs piosenki (czy tak ładnie śpiewa, a może chodzi o cos innego?). Promocja homeseksualizmu np. audycje radiowe pt. jak sprawdzić czy jestes gejem/les ( w UK) sugerujące że pewne normalne zachowania świadczą o tym że jest się homoseksualistą.
    Nie wiem czy to prawda ale słyszałem o transseksualistach odwiedzających przedszkola… Było tego więcej, jednak w tej chwili tylko to mi się przypomniało.
    Skoro w dzisiajszych czasach przyjeliśmy pewne normy kuturowe to po co je odwracać?
    Ja wiem że sa pewne zmiany w mózgu które sprawiają że mamy facetów z damskimi mózgami, oraz bardzo męskie kobiety. Ale jednocześnie mam wrażenie że temat jest niepotrzebnie nadmuchiwany.

    • Audycje radiowe bywają bzdurne dla zasady, więc to średni motyw, natomiast transseksualiści w przedszkolu? Super, jestem 100% za. Dzięki temu dzieciaki uczą się, że jest takie zjawisko, są tacy ludzie i są całkowicie normalni.

      Co do norm kulturowych – bo te normy są szkodliwe, ograniczające i głupie? Bo opcją „skoro przyjęliśmy takie normy” można równie dobrze bronić średniowiecznej praktyki palenia zwierząt żywcem dla uciechy gawiedzi? To też była norma kulturowa, po co ją odwracać?

      • Cezary Bachley

        Dobra ale po co w ogóle mówić dzieciakom o seksualności.
        Na wszystko przychodzi czas, pozwólmy dzieciom aby się bawiły w dom, lub resorakami, ale po co im taka wiedza?
        Można to fajnie przedstawić na zasadzie „książki o kupie” ale bez jaj że chłop w sukience przychodzi i opowiada o tym że sobie obciął faję.

        Audycje o których wspominałem niestety wkręcały nastolatkom że są homo…
        Dlaczego temat jest tak rozdmuchiwany? Również przez ciebie?

        Są różne normy, i nie można wrzucać wszystkiego w jeden worek, nie rozumiem porównania palenia zwierząt żywcem do uczenia przedszkolaków o seksie w krzywej formie przez transseksualistę – jedno i drugie jest chore, a przecież chodzi nam o to żeby było zdrowo.
        Nie wszystkie normy są szkodliwe, każdy ma prawo robić w łóżku to co mu się podoba ale nie ma potrzeby pokazywania tego całemu światu. Po co?
        Problemem nie jest samo zjawisko, bo od zawsze byli tacy ludzie. Ok nauczmy się to szanować ale róbmy to w zdrowy sposób. Prawidłowość jest taka że mężczyzna jest z kobietą i to jest norma, jeżeli ktoś urodził się inny, okej ma prawo takim być. I na tym powinno się to skończyć.

        • A opowiada o tym faktycznie? Czy może opowiada po prostu o tym, że kiedyś był facetem, a teraz jest kobietą? Po to, żeby dzieciaki dorastały z większą świadomością i nie wykazywały takiej irracjonalnej awersji, jaką Ty demonstrujesz? 🙂

          Zdajesz sobie sprawę, że dzieci rozróżniają płeć już koło drugiego roku życia, nawet niemowlęta moga mieć wzwód (de facto jeszcze w łonie wg. niektórych źródeł), nawet małe dzieci mogą nie tylko się masturbować, ale i mieć orgazmy? (To jest zresztą, z tego co wspominał znajomy terapeuta, jeden z dużych problemów w zakresie społecznej świadomości co do molestowania dzieci – pewna, dość istotna część pedofilów czerpie przyjemność nie tyle z seksu z dziećmi, co z doprowadzania dzieci do orgazmu. To oczywiście zostawia dużo mniej śladów i jest dużo trudniejsze do wychwycenia, zwłaszcza, że inni dorośli w ogóle nie szukają takich oznak. Ale odjechałem od tematu.). Więc mówienie małym dzieciom o seksualności jest po prostu mówiniem im o normalnym obszarze życia, który niepotrzebnie jest tabuizowany i patologizowany.

          I serio, jakie jest w tym zagrożenie? Bo chyba nie wyobrażasz sobie, że po takiej wizycie transseksualisty dzieci jak jeden mąż zdecydują w dorosłości „to ja też zmieniam płeć”? 😀

          Palenie zwierząt owszem, jest chore – bo rodzi realną krzywdę. Transseksualizm nie rodzi niczyjej krzywdy, więcej, jest technologiczną pomocą dla osób pokrzywdzonych przez naturę i w tym zakresie nie różni się np. od aparatu na zęby. Fakt, że próbujesz zrównać te dwie rzeczy jako patologie jest dla mnie wybitnie chory. Patologią było właśnie to, że transseksualizm, homoseksualizm itp. spychało się do podziemii, „żyj sobie jak chcesz, ale się nie wychylaj” – a niby czemu?

          Dlaczego temat jest rozdmuchiwany? On jest POWOLI normalizowany. Powoli wychodzi z przemilczenia, do którego został zepchnięty w imię chorych norm, takich jak te, które promujesz… I w sumie nie mam nawet pojęcia czemu je promujesz, bo jakie miałyby niby być negatywne konsekwencje tych lekcji w przedszkolu?