Krótki, arbitralny przegląd seriali 😉

Kilka opinii n.t. współczesnych seriali. 100% subiektywne i stronnicze 🙂

1. DC-Versum

Powiedzmy sobie wprost: Marvel/Disney wie jak robić filmy ze swoimi postaciami.  DC za to wie jak robić seriale.


Gotham – korona seriali z uniwersum DC, a jednocześnie chyba najbardziej oryginalny z nich. Świetny pomysł, jakim było cofnięcie zegara i zrobienie prequela do historii o Batmanie. Błyskotliwe osadzenie w głównej roli tytułowego miasta, Gotham, mrocznego bliźniaka Nowego Yorku. Bardzo dobre postacie, ogromna ilość smaczków dla osób nawet pobieżnie obeznanych z uniwersum Batmana no i nieodżałowany Cameron Monaghan jako Jerome Valeska. Co prawda brak nieco napięcia, gdyż wiadomo, że pewne postacie przeżyć muszą… Ale i tutaj scenarzyści potrafią nie raz zakpić z oczekiwań publiki.

5/5 – wysoce polecane. Oglądam.


Constantine – serial był to średni, a mimo to strasznie żałuję, że został odwołany. Z banalnie prostego powodu. Matt Ryan BYŁ Johnem Constantine. Nie grał go, on nim był. IDEALNE dopasowanie aktora do roli i to roli świetnej. Fakt, ten Constantine był nieco mniejszym draniem niż w komiksach (tu skazując przyjaciela na bolesną śmierć opiekował się nim do końca, w komiksie sprzedał go znajomemu szamanowi/mafiozowi). Nie zmienia to faktu, że zachował wystarczającą mieszankę cynizmu i cwaniactwa by być po prostu świetnym. Szkoda, ze scenariusze nie dorównywały serialowi, ale na pociechę mamy Johna w gościnnych występach w Arrow. Wadą tej pociechy jest to, że aby z niej skorzystać trzeba oglądać Arrow.

3/5 za serial, 6/5 za Johna Constantine. Oglądałem.


Flash – drugi najlepszy z nowych seriali DC. Zupełnie inny klimat od Gotham, ale co istotne – klimat bardzo spójny, nasycony swoistą świeżością i optymizmem.  Świetna rola Toma Cavanagha jako Dr Harrisona Wellsa. Jeśli lubisz klimaty superbohaterskie, warto.

5/5 – zupełnie inne niż Gotham, ale też warte obejrzenia. Oglądam.

flash

Arrow – bliźniaczy serial do Flasha, niestety, po dobrym pierwszym sezonie, staczający się coraz bardziej na dno. Przewidywalny, nudny, a do tego od dwóch sezonów uparcie pozbawiony charyzmatycznych łotrów. Serio Neal McDonough ma charyzmę i grozę mokrego pączka. Jedynym, co sprawia, że nie tyle oglądam co przelatuję przez ten serial jest powiązanie fabuły z Flashem. No, może też Paul „Dresden” Blackthorne – lubiłem go strasznie w roli Harry’ego Dresdena.

Pierwszy sezon 4/5, teraz kolo 2/5. Przewijam.


iZombie – tak, to też DC, choć bardziej Vertigo. Serial, który bardzo chciał być nową Weroniką Mars. I bardzo mu to niestety nie wyszło. Szkoda. A, z komiksem ma niewiele wspólnego tak naprawdę, ale to ani dobre, ani złe.

2.5/5 – lepszy niż Arrow, choć marny to komplement. Przewijam, na krawędzi porzucenia.


Supergirl – na razie nieco mieszane uczucia. To co dobre – scenarzyści rozumieją supermena (i pośrednio supergirl). To co złe – mam wrażenie jakby trochę nie wiedzieli co z tą postacią zrobić. Ale hej, jesteśmy na 3 odcinku, zobaczymy co będzie dalej. Przewijam.


2. Marvelverse

Agents of S.H.I.E.L.D. – faktycznie dobry serial Marvela. Zaczynał się nieco chybotliwie, ale od ujawnienia Hydry w pierwszym sezonie naprawdę zyskał pęd i zaczął się robić coraz lepszy. Milo widzieć okazyjnych aktorów z Whedonverse. Ciekawy motyw z tym, że najbardziej płaska i nieciekawa postać w serialu… okazała się celowo grać taką rolę i skończyła jako bardzo charyzmatyczny łotr. Propsy za typowo whedonowskie kpienie ze stereotypów (vide np. pewna scenka na końcu pierwszego sezonu).

5/5 – oglądam


Daredevil – a tu dla odmiany totalna porażka. Główny bohater, którego supermocą jest dostawanie po gębie. Nieciekawe postacie, absolutnie kretyńskie dialogi („It hurts, doesn’t it? The pain”/”Boli, prawda? Ten ból.” AAAAAAAAARGH!) Wiem, że wiele osób lubi ten serial. Zapewne mają ku temu powody. Nie zdołałem ich odkryć.

1/5 – przewijałem rozpaczliwie licząc, że będzie coś ciekawego. Nie było.


Ash vs the Evil Dead – tak, to marvelverse 😛 Ash był już w komiksach marvela, np. Army of Darknes vs Marvel Zombies 😉 Powiem tak, serialowi bliżej jest do Martwego Zła 2 niż Armii Ciemności. Ja akurat zdecydowanie wolałem Armię Ciemności, a Martwe Zło, jeśli już, w formie musicalu. Nie jest to złe, ale nie jest też dobre, choć na razie to 3 odcinek, więc może będzie lepiej.

3/5 – przewijam, rozważam rzucenie


3. Inne

To są jakieś inne? 😛


Limitless – jak.mnie.ten.serial.boli. Główny bohater, który przyjmuje pigułkę geniuszu, by z totalnego kretyna stać się umiarkowanie nieogarnięty. W tej formie jest bezcenny dla FBI, gdyż jak widać w porównaniu z agentami FBI to i tak wyrafinowany poziom.

ARGH. Niewiele jest takich bólów, jak ból zmarnowanego potencjału.

2/5 – przewijam z rozpaczą


The Big Bang Theory – przez długi czas klasyka komedii. Obecnie jest ok, ale widać wyraźny spadek formy, niestety.

3,5/5 – wczesne sezony 5/5, cały czas mam nadzieję, że wrócą do tego poziomu.


Elementary -kolejny remake Holmesa. Wkurzający przez propagandę AA, ale jako crime drama całkiem ciekawy. Duże propsy za Moriarity 🙂 Szkoda, że „go” nie ma tak wiele w tych sezonach.

3.5/5 – przewijam